(Gazeta Polska Nr.79 Czerniowce Czwartek dnia 2 października 1890 roku) 

pisownia częściowo poprawiona 

Wzmaganie się emigracyi do Stanów Zjednoczonych

    Po głośnym procesie, Wadowickim który obudził czujność władz austriackich i spowodował w całej monarchii kontragitacją przeciw wychodźstwu do ameryki, a zwłaszcza z Galicji, zmniejszy się znacznie. Niestety rzecz się ma wcale inaczej.

       Mamy przed sobą nadesłane nam sprawozdanie od komisji  nastawionych w różnych portach Stanów Zjednoczonych, z którego dowiadujemy się, że pomimo wszelkich usta uchwalonych i przyjętych przez kongres, a mających na celu utrudnić przybywanie do ameryki Północnej, zamiast się zmniejszać, - wzrasta. I tak w roku fiskalnym kończącym się z dniem 30 czerwca przybyło przez morze do Stanów Zjednoczonych. 451.210 Osób a zatem liczba emigrantów zwiększyła się blisko 13 tysięcy dusz.

      Z Węgier w tym roku przybyło 22 tysięcy dusz, podczas gdy w roku 1889 tylko 11 tysięcy, a w za-zeszłym roku nie dosięgła nawet 5 tysięcy. Z Austrii z wyjątkiem Czech i Węgier przybyło 28.611 Emigrantów, podczas gdy w tym samym czasie zaprzeszłego roku wylądowało na brzegi Stanów Zjednoczonych tylko 22.122. Z zestawieniem tych liczb pokazuje się, że w mowie będącym roku imigracja z powyżej wymienionych krajów przybrała znaczne rozmiary.

        Jeszcze atoli większą była z Włoch. Z tego pięknego kraju w ostatnim roku przybyło do Stanów Zjednoczonych. Niemniej jak 51.789, A w roku 1889 tylko przybyło 24.848. Z Włoch, Austrii, i Królestwa Polskiego przybyło o 51600 osób więcej, niż w zaprzeszłym roku.

       Przyrost z tych krajów tłumaczy się ubytkiem z innych kraj…ów jak z Niemiec, Szwecji i Norwegii i Wielkiej Brytanii. Kraje te dostarczyły w ubiegłym roku blisko 21,000 mniej, niż w roku 1889. Nadto zauważymy ze zestawienia, że z Austrii i w tym roku najwięcej przybyło do Stanów Zjednoczonych. Imigrantów słowiańskiej narodowości jak Polaków, Czechów, Morawców, Słowaków i t.p.

(Gazeta Polska Nr.87 strona 2. Czerniowce  Czwartek dnia 30 października 1890 roku) pisownia częściowo poprawiona

Emigracya do Brazylii

     Jeszcze nie ustała gorączka emigracji polskiego ludu do Ameryki północnej, kiedy oto nowa epidemia wybuchła na ziemiach Polski i szerzy się z przerażającą gwałtownością. Jest nią emigracja do Brazylii, wywołana głównie między ludem Królestwa Polskiego poprzez uwijających się tamże ajentów, którzy pod najrozmaitszymi pozorami zachęcają całe masy włościan do podróży za Ocean. Wychodźstwo to przybrało rozmiary tak monstrualne, jakich nie było w naszej Ojczyźnie. Rząd moskiewski zachowuje się prawie biernie wobec tego ruchu, natomiast prasa warszawska, a za nią i galicyjska podnoszą okrzyk grozy i wzywają społeczeństwo do opamiętania się. „Kurier Warszawski” chcąc dokładnie zbadać całą istotę ruchu wysłał własnego sprawozdawcę aż do Brazylii a znany dziennikarz p. Grzegorz Smólski wyjechał umyślnie do Bremy, aby z tego miejsca, będącego punktem zbornym zdążających do Brazylii emigrantów, informować dzienniki polskie o rozmiarach wychodźstwa. Listy tego korespondenta są istotnie pełne grozy. Drukuje je z pism galicyjskich ”Nowa Reforma”, z której pozwolimy sobie powtórzyć list ostatni w całości, jako dający miarę okropnej klęski. Oto, co pisze z Bremy p., Smólski.


Gdyby mi naj wiarygodniejsza osoba opowiedziała o tym, na co tu w Bremie patrzę od wczoraj wieczora własnymi oczami istotnie nie mógłbym dać temu wiary. Toć to nie emigracja do Ameryki w zwyczajnym tego słowa znaczeniu, ale istotna wędrówka narodu! Brema literalnie zalana polskimi wychodźcami. Gdzie spojrzeć wszędzie widać grupy naszych wychodźców, wychodźców żonami i dziećmi. Obecnie jest tu ich umieszczonych po rozmaitych zaułkach przeszło sześć tysięcy, tysięcy codziennie przybywa ich kilkoma pociągami z rozmaitych stron sześćset, siedemset, osiemset, wczoraj zaś przyjechało ich do Bremy przy pomocy „ekstrazugu” z Charlottenburg-Spandu 2.486 Osób. I tak idzie, co dzień przez całe lato tak dalece, że tutejsze Towarzystwo nawigacyjne Novddeutscher Lloyd In Bremen, główny przedsiębiorca wywóz polskich kolonistów do Ameryki południowej, względnie Brazylii, nie może na przewóz ich dostarczyć dość okrętów tak, że masa wychodźców czeka ty już od soboty na wyjazd za Ocean.


Tymczasem obdzierają w Bremie biednych wychodźców, którzy za nędzny nocleg i wikt muszą dziennie płacić po sześć marek od osoby. Przewóz morzem jest darmo. Większa część wychodźców obdarta po drodze z wszystkich zasobów pieniężnych, wsiada bez grosza na okręt zdając się na łaskę lub nie łaskę swoich oprawców. Widziałem tu na własne oczy, jak j oszukują wychodźców przy wymianie pieniędzy. Za rubla płacą zaledwie dwie marki, ale jeszcze więcej ich oszukują przy wymianie rubli na brazylijskie pieniądze, na których się żaden z wychodźców wcale a wcale nie zna. Jak dalece wychodzą oprawcy ci na wyzysk polskich emigrantów wystarczy przytoczyć, że na tutejszej Bahnhotstrasse, ulicy hotelów i zajazdów, przez która, obcy muszą przechodzić do miasta, pełno polskich napisów, w tym roku sporządzonych. Co krok można czytać: „Ty wymiana pieniędzy” albo „Sprzedaż Szycskart do Ameryki i wymianę na brazylijska monetę” albo „Sprzedaż wszystkiego najtaniej na podrosz do Ameryki” . Tu dodam w nawiasie, że ci, co wpisali  „Ameryki” nie będą robić dobrych interesów, ponieważ jak się przekonałem z rozmowy, co najmniej ze stu wychodźcami, prawie nikt z nich nie wie, że jak jedzie do Ameryki. Na pytanie, bowiem, jakie im zadałem: „Czyż i wy jedziecie do Ameryki?, otrzymuję zawsze stereotypową odpowiedź, nie proszę pana my idziema do Brazylii”. Dokąd? Nie wiedza, przynajmniej tak wszyscy zapewniają, chociaż zdaje się, że związano ich rzeczywiście przysięgą do zachowania wszystkiego w jak największej tajemnicy.


W ogóle cały ruch emigracyjny pokryty jest nadzwyczajna niesłychaną tajemnicą. O najdrobniejszym szczególe bardzo trudno się dowiedzieć, a dla tego posłannictwo moje napotyka na każdym na przeszkody i jest połączonym z niezwykłymi mozołami i trudnościami. Novddeutscher Lloyd In Bremen, główny przedsiębiorca wywozu ludzi z polskich do Brazylii otoczył czynność swoje głównie dla tego taką tajemnicą, ponieważ w państwie niemieckim wzbronioną jest osobną ustawą emigracja do Ameryki południowej z powodu grasującej tam prawie bez przerwy żółtej febry, a nadto nie chce breniński Lloyd zwracać w ogóle uwagi rządów i opinii publicznej na swój handel ludźmi. Główna agencja wywozu ludzi do Brazylii ma swoje siedlisko w Lizbonie w Portugalii, kieruje nią rzekomo jako pełnomocnik rządu Brazylijskiego niejaki Jose Dos Santos – adres jego dokładny: 4 Plroi Dos Romulares, Lizbon –Portugal, który z bremeńskim Lloydem zawarł pisemną umowę o dostawę ludzi. Ten ostatni zorganizował całą sieć tajnych agentów emigracyjnych w państwach, rosyjskim, niemieckim i austrowęgierskim zasłaniając się nimi, ażeby nie wejść w konflikt z rządem niemieckim.


Tu w Bremie zawiaduje interesem niejaki Heidenreich, właściciel zajazdu „Stuttgartem Hof”. On porozumiewa się z dyrekcją Lloyda i pośredniczy w jej imieniu per procura ···············poufnie pomiędzy nią a agentami. Wszystkie przesyłki ludzi idą z Rosi, Polski, Niemiec i Austro Węgier na jego ręce. On wysyła otrzymane od Santosa z Lizbony bilety wolnego przejazdu morzem do Brazylii, opiewającego na imię, a opatrzeni w takie bilety wychodny zagraniczni, a wręcz z Królestwa polskiego, Litwy, a w części z Galicji przejeżdżają tylko tranzito przez Niemcy, co jest dozwolone właśnie, jeśli nie wykażą, że są w posiadaniu biletu okrętowego. Wychodźcy z Królestwa polskiego Litwy i w ogóle z Rosji – spotkałem tu nie jednego Rosyjana z Kaukazu, zdążającego do Brazylii – przekradają się w większej części przez granicę rosyjsko-niemiecką na wszystkich punktach granicznych, zacząwszy od Eydkud do Szczakowy. Zwykle przeprawiają ich żydzi przez granicę partiami, nawet po kilkaset osób, naturalnie w porozumieniu z rosyjską, przez żydów przekupioną straż graniczną. Żydzi, bowiem każą płacić po 10 rubli od głowy, z czego część oddają rosyjskiej straży granicznej.


 Z wychodźcami z Poznańskiego i Śląska inna istnieje procedura. Ci puszczają się w zamorską, podróż, podając, że jadą do Ameryki północnej, dokąd emigracja w Niemczech nie jest wzbronioną. Jadą, więc pod dowództwem ukrytych brazylijskich agentów tak samo do Bremy i z stąd, a względnie z Bremenhafen udają się tak samo jak wychodźcy z Królestwa i Litwy do Brazylii. Z Austro-Węgier zaczynają dopiero iść wychodźcy mianowicie z północnych Węgier Słowacy i z Galicji zachodniej, jako też z Śląska austryjackiego. W Wiedniu ma istnieć główny agent bremeńskiego Novddeutscher Lloyd dla Austrii, który tworzy w Galicji, na Śląsku i innych krajach austriackich pod agentury. Jako takiego agenta wymieniono mi tu ze źródła bardzo wiarygodnego niejakiego Sokal w Wiedniu. Tak samo dla Węgier istnieje agentura w Budapeszcie. Tu w Bremie zwijają się na dworcu centralnym dużo siepaczy-agentów, zajmującym się wychodźcami polskimi. Mówią oni po polsku i po niemiecku pełniąc obowiązki tak zwanych poganiaczy i tłumaczów.) Jest ich tu cała zgraja. Kilku mówi łamanym polskim akcentem. Prawdopodobnie są to Czesi. Większość mówi płynnie i dobrze po polsku.


Starałem się zbliżyć do kilku z tych poganiaczy. Są to w części Niemcy z Poznańskiego i Łodzi, mówiący po polsku a nawet jeden jest Warszawianinem i mówi strasznie łamana niemczyzną. Ten ostatni bardzo się uwija na dworcem. Zdaje się, że jest starszym siepaczem. Kiedym do niego przemówiłem po polsku, słysząc jak on przedtem nawet ludową polszczyzną z wychodźcami, odpowiedział mi po niemiecku, ale tak źle, że Niemcowi musiałby kilka razy powtarzać to samo, aby go mógł zrozumieć. Na tę maskaradę parsknąłem śmiechem, odpowiadając na to kalectwo niemczyzny po polsku: „ A dlaczego pan nie chcesz ze mną mówić po polsku, kiedy po niemiecku nie umiesz?” Na to zmieszał się trochę, ale ciągnął dalej „Ich sprechen doch deutsches sprache” – aj dodałem, ale bardzo źle. Źle czy dobrze – odparł już po polsku, –ale od demie się pan niczego nie dowiesz – i zniknął w tłumie wychodźców, których właśnie, co przybyło osobnym pociągiem 1700 osób—mnóstwo dzieci – (…) na bremeński dworzec centralny. (…) Zaczęto ich rozdzielać na partie w celu zakwaterowania. Na czele całej zgrai zjawił się wymieniony Heidenreich i zaczął komenderować siepaczami, którym wedle spisu kwaterunkowego oddawał poszczególne partie wychodźców. Zaczął się marsz do legowisk. Z taboru wysuwa się jedna partia po drugiej ta w prawo tamta w lewo, trzecia znowu w kierunku prostym, a każda z swoim siepaczem na czele. Mnóstwo ludzi z bremeńskiej ludności, – chociaż było o godz. ½ na 12 w nocy – przypatrywało się tej smutnej ewolucji. (…) Istotnie biedne to istoty. Ze wszech stron słychać było płacz dzieci, głodnych, zziębniętych, zastraszonych. Dziś rano wysłano „separutcngiem” stąd do Bremerhaven, sześć mil oddalonego, przeszło tysiąc polskich wychodźców. (…)

(....) - miejsca nieczytelne na kopi gazety.